Przez chrzest staliśmy się sługami Królestwa Bożego (1-7 Ndz)

 

Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła, wy, którzyście byli nie-ludem, teraz zaś jesteście ludem Bożym, którzyście nie dostąpili miłosierdzia, teraz zaś jako ci, którzy miłosierdzia doznali (1 P 2, 9-10).
 
 

Jesteśmy ludem Bogu na własność przeznaczonym: Bóg jedynym szczęściem i uzdrowieniem (5 Ndz zwykła)

 
Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii. Gdybym to czynił z własnej woli, miałbym zapłatę, lecz jeśli działam nie z własnej woli, to tylko spełniam obowiązki szafarza… Stałem się wszystkim dla wszystkich (1 Kor 9, 16-17.22).
 
Przez chrzest człowiek zostaje poświęcony, konsekrowany dla Boga, staje się prawdziwym Jego czcicielem i przybranym dzieckiem. Otrzymuje dar wiary i odtąd uczestniczy w królewskim kapłaństwie Chrystusa, stając się uczestnikiem Jego kapłańskiego, prorockiego i królewskiego urzędu, zostaje włączony w Jego Mistyczne Ciało (1)
O udziale świeckich w kapłaństwie Chrystusa uczy nas Jan Paweł II: „Ze względu na swoje kapłaństwo Jezus samego siebie wydał na krzyżu i nieustannie ofiarowuje się w Eucharystii na chwałę Ojca, dla zbawienia ludzkości. Ludzie świeccy uczestniczą w urzędzie kapłańskim Chrystusa, gdyż jako wcieleni przez Chrzest w Chrystusowe Ciało łączą się z Nim w tej ofierze, ofiarowując siebie samych i wszystkie swoje uczynki (por. Rz 12, 1-2). Oto co o nich mówi Sobór: «Wszystkie… ich uczynki, modlitwy i apostolskie przedsięwzięcia, życie małżeńskie i rodzinne, codzienna praca, wypoczynek ducha i ciała, jeśli odbywają się w Duchu, a nawet utrapienia życia, jeśli cierpliwie znoszone, stają się duchowymi ofiarami miłymi Bogu przez Jezusa Chrystusa (por. 1 P 2, 5); ofiary te składane są zbożnie Ojcu w eucharystycznym obrzędzie wraz z ofiarą Ciała Pańskiego. W ten sposób i ludzie świeccy, jako zbożnie działający wszędzie czciciele Boga, sam świat Jemu poświęcają»” (2).
Wynikające z chrztu powszechne kapłaństwo wiernych wyraża się najpełniej w ofiarowaniu Eucharystii. Kapłan celebrując Mszę św. reprezentuje nie tylko Chrystusa-Kapłana, ale także wiernych, którzy razem z nim i za jego pośrednictwem składają ofiarę Chrystusa, ofiarowując Bogu również samych siebie. Mówi o tym dobitnie Sobór Watykański II: Na mocy chrztu świętego wierni „otrzymują udział w kapłańskiej funkcji Chrystusa dla sprawowania duchowego kultu, oddając Mu samych siebie jako ofiarę”. Są oni „poświęcani przez odrodzenie i namaszczenie Duchem Świętym, jako dom duchowy i święte kapłaństwo, aby przez wszystkie właściwe chrześcijaninowi uczynki składać ofiary duchowe” (KK 10). We Mszy św. dokonuje się szczególne upodobnienie ochrzczonego do Jezusa Chrystusa, bo jest on nie tylko tym, który współdziała przy ofiarowaniu, ale jednocześnie sam staje się darem ofiarnym. Powszechne kapłaństwo wiernych wiąże się z powołaniem do oddania Bogu wszystkiego, z powołaniem do świętości. Twoja Msza św., sprawowana w ramach powszechnego kapłaństwa wiernych, jest wtedy dobra, gdy rzeczywiście oddajesz siebie Chrystusowi do końca, a przez Niego w pełni oddajesz się Ojcu. Kapłaństwo wiernych ma prowadzić cię ku twojemu jeszcze większemu wszczepieniu w Chrystusa. Masz być jak Chrystus całkowitym darem dla Ojca, nie zatrzymującym niczego dla siebie, bo tylko wtedy On będzie mógł w pełni oddać się tobie i napełnić cię sobą (3).
 
(1) Ks. T. Dajczer, Rozważania o wierze, Częstochowa 2006, s.139; (2) Jan Paweł II, Christifideles laici 14, por. KKK 901; (3) Ks. T. Dajczer, Rozważania o wierze, s. 148n.
 

Przez chrzest staliśmy się sługami Królestwa Bożego (1-7 Ndz)

 
Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła, wy, którzyście byli nie-ludem, teraz zaś jesteście ludem Bożym, którzyście nie dostąpili miłosierdzia, teraz zaś jako ci, którzy miłosierdzia doznali (1 P 2, 9-10).
 

Jesteśmy królewskim kapłaństwem: Słudzy Bożego miłosierdzia (6 Ndz zwykła)

 
Szczęśliwy człowiek, któremu odpuszczona została nieprawość (Ps 32, 1). 
 
Pieczęcią miłości Chrystusa ku nam, grzesznikom jest świadczące o traktowaniu nas jak najdroższych przyjaciół oddanie za nas samego siebie. Tą wielką odkupieńczą miłością Boga ogarnięci jesteśmy stale. W sposób szczególny jesteśmy nią naznaczeni już przez chrzest, a jednocześnie przez chrzest wezwani jesteśmy do życia miłością (1). 
Kościół uczy, że na tym polega nasza godność królewska: „Poprzez praktykowanie miłości bliźniego świeccy przeżywają i wyrażają swoje uczestnictwo w królewskim urzędzie Jezusa Chrystusa, a zatem we władzy Syna Człowieczego, który «nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć» (Mk 10, 45). Przeżywają i dają wyraz owej królewskości w sposób najprostszy, zawsze i dla wszystkich dostępny, a zarazem w sposób najbardziej wzniosły, bowiem miłość jest największym darem, dawanym przez Ducha Świętego” (2).
Maryja, Ta, która została wyniesiona przez Boga ponad wszelkie stworzenie i powołana przez Niego na Królową nieba i ziemi, króluje służąc. Możemy pytać, dlaczego Bóg wyniósł Maryję aż do tak wielkiej godności? – „Bóg wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej” (Łk 1,48). Maryja w niczym nie szuka siebie. Całym swoim życiem służy. W Nazarecie była uważana za zwyczajną kobietę i matkę. Jako żona cieśli nie miała żadnego liczącego się miejsca w hierarchii społecznej. Ta, która jest Matką Boga, znika w tłumie zwyczajnych ludzi. Niczego dla siebie nie pragnie. Chce być niewidoczną, chce zniknąć – aby ludzie kierowali swój wzrok na Tego, który jest jedyny i najważniejszy. W każdym z nas powinno być pragnienie pozostawania ukrytym i niezauważonym. Jeżeli chcesz naśladować Maryję, to również twoje życie, twoja zwykła, szara codzienność winna być służbą, zależnie od powołania, od pracy, jaką wykonujesz i warunków, w których przyszło ci żyć (3).
Jan Paweł II zwraca uwagę, że „Maryja jest równocześnie Tą, która w sposób szczególny i wyjątkowy — jak nikt inny — doświadczyła miłosierdzia, a równocześnie też w sposób wyjątkowy okupiła swój udział w objawieniu się miłosierdzia Bożego ofiarą serca… Ta właśnie «miłosierna» miłość, która potwierdza się nade wszystko w zetknięciu ze złem moralnym i fizycznym, stała się w sposób szczególny i wyjątkowy udziałem serca Tej, która była Matką Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego — udziałem Maryi. I nie przestaje ona w Niej i przez Nią nadal się objawiać w dziejach Kościoła i całej ludzkości. Jest to objawienie szczególnie owocne, albowiem opiera się w Bogarodzicy o szczególną podatność macierzyńskiego serca, o szczególną wrażliwość, o szczególną zdolność docierania do wszystkich, którzy tę właśnie miłosierną miłość najłatwiej przyjmują ze strony Matki. Jest to jedna z wielkich i życiodajnych tajemnic chrześcijaństwa, najściślej związana z tajemnicą Wcielenia” (4).
Św. Maksymilian uważał, że przez poświęcenie się Maryi stajemy się narzędziami miłosierdzia Bożego w Jej niepokalanych dłoniach, tak jak Ona jest narzędziem miłosierdzia w ręku Boga (5).
Gdy myślisz z wdzięcznością o wysłużonej ci przez Chrystusa łasce Bożego dziecięctwa, gdy jest w tobie radość z tego, że możesz wołać do Boga: Abba, Ojcze! (por. Ga 4,6 ), Twoja radość dziecka Bożego, radość kogoś, kto nie jest niewolnikiem, ale synem i dziedzicem nieba, będzie emanowała na innych. Ludziom zniewolonym więzami grzechu będziesz mógł ukazywać wolność i szczęście dziecka Bożego. Będziesz uświadamiał im, że mocą Chrystusowej Ofiary również ich kajdany zostały rozerwane, że są wolni i mogą być szczęśliwi (6). 
 
(1) Komunia życia z Maryją drogą do pojednania z Bogiem i ludźmi, Warszawa 2002, s.49; (2) Jan Paweł II, adhortacja Christifiedeles laici, 41; (3) Zawierzyć się Opatrzności Bożej, Warszawa 2000, s.87-89; (4) Jan Paweł II, encyklika Dives in misericordia, 9; (5) Por. Pisma t.1, s.131; (6) Zawierzyć się Opatrzności Bożej, s.232n.
 

Przez chrzest staliśmy się sługami Królestwa Bożego (1-7 Ndz)

 

Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła, wy, którzyście byli nie-ludem, teraz zaś jesteście ludem Bożym, którzyście nie dostąpili miłosierdzia, teraz zaś jako ci, którzy miłosierdzia doznali (1 P 2, 9-10).

Jesteśmy ludem, który dostąpił miłosierdzia: Przyszli do Niego z paralitykiem (7 Ndz zwykła)


Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy (Mk 2, 5).

Bóg w Jezusie Chrystusie – pisze Jan Paweł II – pochyla się nad człowiekiem, aby podać mu dłoń, ażeby go dźwignąć za każdym razem, gdy upada, ażeby go stale podnosić i wspomagać w podejmowaniu z mocą nowej drogi. Człowiek nie potrafi powstać o własnych siłach. Potrzebuje pomocy Ducha Świętego. Jeżeli odrzuca tę pomoc, wówczas dopuszcza się grzechu, który Chrystus nazwał „bluźnierstwem przeciwko Duchowi”, oznajmiając równocześnie, że jest on nieodpuszczalny (por. Mt 12, 31). Dlaczego nieodpuszczalny? Dlatego, że wyklucza w samym człowieku pragnienie odpuszczenia. Człowiek odpycha miłość i miłosierdzie Boga, gdyż sam uważa się za Boga. Mniema, że sam sobie potrafi wystarczyć (1).
Pan Jezus przekazał św. siostrze Faustynie pełne nadziei przesłanie o zwycięstwie miłosierdzia nad grzechem: Dziecię, nie mów już o nędzy swojej, bo ja już o niej nie pamiętam. Posłuchaj dziecię moje, co ci pragnę powiedzieć: przytul się do ran moich i czerp ze źródła żywota wszystko, czegokolwiek serce twoje zapragnąć może. Pij pełnymi ustami ze źródła żywota, a nie ustaniesz w podróży. Patrz w blaski miłosierdzia mojego, a nie lękaj się nieprzyjaciół swego zbawienia. Wysławiaj moje miłosierdzie (2).
Dzisiejszy świat zapomniał, że Bóg kocha grzeszników, że odkupił nasze winy i wziął na siebie wszystkie ludzkie choroby. Dla wielu osób, nawet takich, które nie kwestionują nauki Kościoła, Odkupienie stało się już tylko suchą teorią, która nie ma związku z życiem. Obiecana przez Chrystusa woda żywa staje się dla świata niedostępna.
Aby w pełni skorzystać z Ofiary, którą Jezus złożył za nas na krzyżu, trzeba współpracy z Jego łaską, trzeba żywej wiary w Odkupienie. Człowiek nie mający takiej wiary jest jak niewolnik – nie może żyć pełnią życia w wolności dziecka Bożego, nie może być naprawdę szczęśliwy. Przypomina więźnia, który od lat tkwi w ciemnicy, bo nie zdaje sobie sprawy, że jego kajdany – choć wyglądają tak samo jak przedtem – zostały już przepiłowane. Że wystarczy strząsnąć je z siebie, aby móc się swobodnie poruszać. Taki człowiek wciąż jest niewolnikiem łańcuchów zła i grzechu, choć mógłby w każdej chwili wstać i pójść, i pić ze źródła żywej wody.
Jeżeli Pan Bóg pozwala ci nie tylko rozumieć, ale także w jakiś sposób doświadczać, czym jest Odkupienie, winien Mu jesteś szczególną wdzięczność. Otwieranie twojej duszy na dar Odkupienia to niezwykła łaska Boża. Jeśli dzięki niej wszedłeś głębiej w tę tajemnicę, to masz świadomość, że twoje kajdany zostały rozkute, że jesteś wolny. Dlatego możesz poruszać się swobodnie, w każdej chwili iść do źródła i pić wodę żywą. A wtedy zobaczysz wokół siebie tych, którzy giną z pragnienia i zrozumiesz, że jesteś powołany, aby być roznosicielem tej wody, wody łaski, wody żywej na wielkiej pustyni świata…
Aby ukazywać innym, że Bóg kocha ich takimi, jacy są - jako ludzi letnich, lekceważących Jego miłość, ludzi, którzy w jakiejś mierze odwrócili się od Niego i wzgardzili darem Odkupienia - trzeba stawać przed nimi jako ktoś, kto sam każdego dnia takiej miłości doświadcza (3).

(1) Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, s.14n; (2) Dzienniczek 1485; (3) Promienie padające przez zabrudzoną taflę, Warszawa 2004, s.20-22.
 

Pójść pod prąd – od przeciętności ku wspólnocie z Chrystusem

 

Nawrócenie się to pójście pod prąd, gdzie „prądem” jest powierzchowny, niekonsekwentny i złudny styl życia, który często nas pociąga, dominuje nad nami i czyni nas niewolnikami zła lub co najmniej więźniami moralnej przeciętności… Nie jest zwykłą decyzją moralną, która koryguje nasze życie, lecz oznacza wybór wiary, który wciąga nas całkowicie w intymną wspólnotę z żywą i konkretną osobą Jezusa (Benedykt XVI, Popielec 2010). 
 

1 Ndz Wielkiego Postu: Wyjść na pustynię

 
Naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami. Prowadź mnie w prawdzie według Twych pouczeń (Ps 25, 5). 
Duch wyprowadził Jezusa na pustynię (Mk 1, 12).
 
Chrystus został wyprowadzony, wypchnięty na pustynię, by stoczyć walkę. Duch nie trzyma wierzącego w cieple, nie zapewnia mu „sprzyjającego” klimatu, nie ochrania jego wiary. Nie jest urządzeniem klimatyzacyjnym, jest podmuchem, który popycha ku światu, gdzie moce zła przeciwstawiają się planom Boga. Wypędza z ciepełka wygodnej pobożności o wypróbowanych schematach, wykluczających jakąkolwiek przygodę, ze struktur, w których funkcjonowanie zajmuje miejsce życia - by wyrzucić na pustynię, gdzie przeżywa się ryzyko wiary i gdzie człowieka policzkuje surowość rzeczywistości życia. Duch nie ochrania, każe wyjść na miejsce nie osłonięte. Nie zwalnia z trudności, ale rzuca cię właśnie w sam ich środek. Po zanurzeniu w wodzie Duch zanurza nas w wątpliwościach, sprzecznościach, niebezpieczeństwach codziennego życia. Jest to chrzest w człowieczeństwie. Jest udziałem w walkach ludzi… Pustynia - miejsce próby, walki, a nie ucieczki, staje się punktem spotkania dwóch wymiarów: boskiego i ludzkiego (1).
W symbolice biblijnej pustynia to etap drogi ku Bogu. Wszyscy wezwani do wiary muszą ten etap przejść… Na pustynię udaje się też Eliasz, gdy ucieczką ratuje swoje życie. Bóg każe mu wędrować przez 40 dni i 40 nocy, aż w końcu objawi mu się w łagodnym powiewie wiatru, by w głębi pustyni zlecić swojemu prorokowi specjalne zadanie. Bóg objawia się Eliaszowi nie w hałasie, nie w wichurze i trzęsieniu ziemi, ale w ciszy przyrody i w ciszy serca, nie w momencie podniecenia, ale w milczeniu, gdy uwolniony od trosk i lęku pozostaje sam na sam z Bogiem. Bóg mówi przez proroka Ozeasza o Izraelu jako o swojej oblubienicy, którą z miłości wyprowadza na pustynię: „chcę ją przynęcić, na pustynię ją wyprowadzić i mówić jej do serca” (Oz 2, 16). Bóg wyprowadza człowieka na pustynię z miłości, bo pustynia to Boży dar. Pustynia realizuje to, o co prosił św. Augustyn mówiąc: „Panie, daj abym poznał Ciebie i abym poznał siebie”…
Ostateczny sens wyprowadzania człowieka, narodu czy społeczności na pustynię ukazują bardzo wyraźnie słowa Apokalipsy: „Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni, ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3, 15-16). Letniość człowieka to dla Boga stan nie do przyjęcia, to właśnie to coś obrzydliwego, czego On nie może w tobie znieść i dlatego wcześniej czy później musi cię wyprowadzić na pustynię. Sytuacja pustyni polaryzuje nasze postawy, sprawia, że człowiek nie może być letni, że musi stać się albo gorący, albo zimny. Mojżesz, ten wielki święty Starego Przymierza, uświęcił się na pustyni, i nie tylko on. Inni natomiast stali się zbrodniarzami, przestępcami, bałwochwalcami. Ojcowie Kościoła stwierdzają, że Bóg wyprowadza na pustynię po to, by człowiek albo uwierzył, albo żeby bluźnił - albo wiara, albo bluźnierstwo, ale nie letniość. Tak było na pustyni biblijnej. Wielu bluźniło Bogu, a inni uświęcili się. Dar pustyni nie pozwala na trwanie w postawie ateizmu praktycznego… Człowiek na pustyni zmienia się, staje się inny, ponieważ następuje tu zdecydowana polaryzacja postaw. Staje się więc albo lepszy, albo gorszy. Może stać się zbrodniarzem, ale może też stać się świętym (2).
 
(1) A. Pronzato, Rozważania na piasku, s.119; (2) Ks. T. Dajczer, Rozważania o wierze, s. 117,120-121