Świadkowie nowego życia

Oglądam piękno Twej łaski, podziwiam jej blask, a jej światłość odbija się we mnie; zachwycam się jej niewypowiedzianym splendorem; zdumiewam się niezmiernie, myśląc o sobie; widzę, kim byłem i kim się stałem. O cudzie! Oto stoję pełen szacunku dla siebie samego, czci i bojaźni, jakby przed Tobą samym; tak onieśmielony, że nie wiem nawet, co czynić, gdzie usiąść, dokąd się udać, gdzie pozwolić spocząć członkom tego ciała, które należy do Ciebie, do jakich użyć je czynów i dzieł, bo przecież są Boskie (Szymon Nowy Teolog) (Jan Paweł II, Vita Consecrata, 20).
 
 

5 Niedziela Wielkanocna: Wszczepieni w Chrystusa, wszczepieni w Kościół

Kto wypełnia Jego przykazania, trwa w Bogu, a Bóg w nim (1 J 3, 24).
Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15, 5).
 
Posłuchajmy raz jeszcze, co mówi Jezus ¬– zachęca Jan Paweł II: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia… Wytrwajcie we Mnie, a ja [będę trwał] w was”. Te proste słowa objawiają nam tajemniczą więź, jaka łączy Pana Jezusa i Jego uczniów, Chrystusa i ochrzczonych. Jest to komunia żywa i ożywiająca, która sprawia, że chrześcijanie nie należą do siebie, ale są własnością Chrystusa, tak jak latorośle, które są wszczepione w winny krzew (1).
Poznawanie Chrystusa i przylgnięcie do Niego rodzi w nas pragnienie utożsamienia się z Nim. Chrystus staje się wtedy naszym osobowym ideałem, naszym „ja” idealnym. Wzrastanie w wierze i łasce powoduje uwyraźnianie się twojego „ja” idealnego, ponieważ wtedy Chrystus udziela ci coraz więcej nadprzyrodzonego światła i coraz pełniej ci się objawia. On sam też udziela mocy twojej woli, byś mógł na wzór „ja” idealnego kształtować swoje „ja” faktyczne. Jeżeli Chrystus staje się moim „ja” idealnym, dokonuje się moja samorealizacja. I odwrotnie, gdy grzeszę, kiedy mówię Chrystusowi – „nie”, ograbiam siebie z własnego „ja”, staję się coraz mniej sobą. Jeżeli zamykam się na Chrystusa, staję się smutny, przygnębiony, zły, a przecież nie takim chcę być, nie takie jest moje „ja” idealne (2).
Każdy ze świętych w inny sposób zrealizował w sobie obraz Chrystusa. Św. Kamil de Lellis był w młodości karciarzem, zabijaką, prowadził życie pewnie gorsze niż żołnierze wyrzuceni z francuskiej legii cudzoziemskiej. Kiedyś, kiedy był już nałogowym alkoholikiem, zobaczył zakonnika i nagle pojawiła się w nim iskra nadziei - przecież i ja mogę być innym. Kiedy później znów przegrał w karty i zmuszony do żebrania zakrywał sobie chustką twarz, ożyło w nim pragnienie, by z tym wszystkim zerwać, zrozumiał, że to, co robi, jest poniżające, że on nie jest sobą, że jest karykaturą człowieka. Zaczął marzyć, żeby być normalnym człowiekiem. Postanowił się nawrócić. I wtedy Chrystus dokonał jego samorealizacji, uczynił z niego nie tylko normalnego człowieka, ale arcydzieło, doprowadził go do świętości (3).
W dalszym ciągu Jezus mówi: „ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami” (J 15, 5). Z jedności chrześcijan z Chrystusem wywodzi się jedność między chrześcijanami, wszyscy oni bowiem są pędami jednej Winorośli, czyli samego Chrystusa (4). Istotnym zbawczym skutkiem chrztu świętego jest wcielenie ochrzczonego w społeczność Kościoła, wyjście z izolacji własnego „ja” i wejście w komunię z Jezusem, a także z tymi, którzy są cząstką Jego Mistycznego Ciała (5). 
Każdy z nas realizuje samego siebie dopiero wtedy, gdy kocha. Taka jest ekonomia Boża i taka jest moja struktura psychiczna. Nikt z nas nie może sam siebie zrealizować bez odniesienia do drugiej osoby. Samorealizacja każdego z nas dokonuje się na tyle, na ile pozwalamy, by to Chrystus sam w nas kochał, by On sam w nas żył. Gdybyś w pełni otworzył się na Chrystusa, mógłbyś powiedzieć za św. Pawłem: „Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20). – A Chrystus rzeczywiście ma takie niezwykłe pragnienie: chce kochać miłością właściwą każdemu z nas; chce mieć tyle twarzy, ilu jest ludzi na ziemi.
Odkrycie Chrystusa w drugim człowieku w niczym nie pomniejsza wartości bliźniego. Kochając Chrystusa, kocham jednocześnie tego człowieka. To dzięki Chrystusowi drugi człowiek zaczyna nas fascynować, bo staje się coraz lepszy, coraz piękniejszy. Chrystus, włączając się w jego wolę, sprawia, że ten człowiek coraz bardziej pragnie dobra, że jest w nim tego dobra coraz więcej.
Staraj się możliwie często mówić: To dzięki Tobie, Chryste, ja jestem sobą; to dzięki Tobie mój współmałżonek jest taki fascynujący, dzięki Tobie ludzie, których spotykam, są tacy dobrzy… Chrystus właśnie z nas, z ciebie chce stworzyć arcydzieło, które będzie fascynowało innych, i będziesz wtedy coraz bardziej stawał się sobą, a jednocześnie będzie w tobie wzrastał Chrystus (6).
 
(1) Jan Paweł II, Adhortacja apostolska Christifideles laici o powołaniu i misji świeckich w Kościele, 18; (2) Ks. T. Dajczer, Rozważania o wierze, Częstochowa 2006, s.204.206; (3) Tamże, s.208; (4) Jan Paweł II, Christifideles laici, 18; (5) Ks. T. Dajczer, Rozważania o wierze, s.143; (6) Tamże, s.204-208.
 

Świadkowie nowego życia

 
Oglądam piękno Twej łaski, podziwiam jej blask, a jej światłość odbija się we mnie; zachwycam się jej niewypowiedzianym splendorem; zdumiewam się niezmiernie, myśląc o sobie; widzę, kim byłem i kim się stałem. O cudzie! Oto stoję pełen szacunku dla siebie samego, czci i bojaźni, jakby przed Tobą samym; tak onieśmielony, że nie wiem nawet, co czynić, gdzie usiąść, dokąd się udać, gdzie pozwolić spocząć członkom tego ciała, które należy do Ciebie, do jakich użyć je czynów i dzieł, bo przecież są Boskie (Szymon Nowy Teolog) (Jan Paweł II, Vita Consecrata, 20).
 

6 Niedziela Wielkanocna: Świadkowie miłości potężniejszej niż grzech

 
W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy (1 J 4, 10).
 
Chrystus zmartwychwstał, a to znaczy, że nie ma ostatecznego fiaska w naszym życiu, że nie ma życia, które byłoby zaprzepaszczone, nie ma zła, które byłoby złem ostatecznym. Mówi o tym tekst offertorium dawnej liturgii mszalnej: „Boże, któryś godność natury ludzkiej cudownie stworzył, a jeszcze cudowniej naprawił”. Bóg nie pozwalałby na zło, gdyby nie był zdolny wyciągnąć z niego dobra. Nasz grzech może stać się „szczęśliwą winą”, o jakiej mówi liturgia Wielkiej Soboty. Bóg może z każdej naszej winy uczynić felix culpa – winę szczęśliwą, winę, która będzie nam przypominała i pokazywała w świetle wiary, jak bardzo kocha nas Ten, który za nas umarł i zmartwychwstał (1). Bł. Jan Paweł II uczył: Właśnie dlatego, że w świecie, który Bóg tak umiłował, „że Syna swego Jednorodzonego dał”, istnieje grzech, Bóg, który „jest miłością”, nie może objawiać się inaczej niż jako miłosierdzie… Miłosierdzie samo w sobie, jako doskonałość nieskończonego Boga, jest również nieskończone. Nieskończona więc i niewyczerpana jest też gotowość Ojca w przyjmowaniu synów marnotrawnych wracających do Jego domu. Nieskończona jest gotowość i moc przebaczania, mając swe stałe pokrycie w niewysłowionej wartości ofiary Syna. Żaden grzech ludzki nie przewyższa tej mocy ani jej nie ogranicza. Ograniczyć ją może tylko od strony człowieka brak dobrej woli, brak gotowości nawrócenia, czyli pokuty, trwanie w oporze i sprzeciwie wobec łaski i prawdy, a zwłaszcza wobec świadectwa krzyża i zmartwychwstania Chrystusowego (2) .
Św. Proboszcz z Ars mawiał: Niektórzy mówią: „Uczyniłem za dużo zła, kochający Bóg nie może mi przebaczyć. To poważne bluźnierstwo. Oznacza bowiem, że wyznaczamy granice Bożemu miłosierdziu. A ono przecież jest bezgraniczne. Nic nie zrani kochającego Boga bardziej niż zwątpienie w Jego miłosierdzie” (3) Bóg kocha nas zawsze, ale trzeba byśmy pozwolili się kochać. Jeśli miłość oznacza obdarowanie, pozwólmy się obdarowywać przebaczeniem (4).
Za każdym razem, kiedy jak owca zagubiona odchodzimy od stada, jesteśmy przedmiotem szczególnej miłości Pasterza. Owcę zbuntowaną i w konsekwencji zagubioną Pasterz bierze na ramiona. Znalazłszy ją, nie prowadzi, tak jak ma to miejsce w przypadku stada, ale bierze ją na ręce. Biorąc owcę na ramiona, „użycza jej” własnych nóg i oczu, „użycza jej” też własnej woli. Jego nogi stają się wtedy niejako jej nogami, podobnie Jego oczy, a nawet Jego wola. Wtedy On sam za nią wraca, On odnajduje drogę powrotu i On sam jest za nią wierny w pełnieniu woli Bożej. Dzięki temu może ona wrócić do stada.
Gdy zobaczysz, że jesteś owcą, która odeszła od stada, bardzo ważne będzie, byś przyznał się do tego i dziękował, że Chrystus obdarza cię w tej sytuacji swoją szczególną miłością – że w tobie i za ciebie żyje. A wówczas twoje niewierności, poprzez modlitwę owcy zagubionej, staną się błogosławioną winą. Choćbyś zgrzeszył najciężej, Chrystus przyjdzie do ciebie i jak zagubioną owcę weźmie na ręce, bylebyś tylko przyznał się do swojego zła i zaufał Jego miłości. Modlitwa zawierzenia to modlitwa owcy zagubionej, która doświadczając skutków odejścia od Dobrego Pasterza, zdobywa się na ufność, że pomimo jej niewierności On ją ocali. Przez głębię ufności, wdzięczność i zawierzenie jednoczy się ona z Pasterzem – bo On w swoim miłosierdziu z radością pochyla się wówczas nad nią i bierze ją na swoje ramiona (5).
Oddajmy na koniec głos bł. Janowi Pawłowi II: Jak powiedziałem w Encyklice poświęconej tematowi Bożego miłosierdzia, jest ono miłością potężniejszą niż grzech, potężniejszą niż śmierć. Gdy zdamy sobie sprawę, że miłość, jaką Bóg ma dla nas, nie zatrzymuje się przed naszym grzechem, nie cofa się przed naszymi przewinieniami, ale staje się jeszcze bardziej troskliwa i wielkoduszna…, wówczas wykrzykniemy z wdzięcznością: „Tak, Pan jest bogaty w miłosierdzie” (6).
 
(1) ks. T. Dajczer, Rozważania o wierze, Częstochowa 2006, s.69n; (2) Jan Paweł II, Encyklika o Bożym miłosierdziu Dives in misericordia, 13; (3) Youcat, Katechizm dla młodzieży, s.178; (4) „Wszystko jest łaską”, Warszawa 2004, s.71; (5) Por. Komunia życia z Maryją, Warszawa 1999, s.66-71; (6) Jan Paweł II, Adhortacja apostolska Reconciliatio et paenitentia o pojednaniu i pokucie w dzisiejszym posłannictwie Kościoła, 22.
 

Przez chrzest wezwani do nowej ewangelizacji

 
Jesteście powołani do tego, by dawać jasne świadectwo o znaczeniu pytania o Boga w każdej dziedzinie idei i działania. W rodzinie, w pracy, a także w polityce i gospodarce współczesny człowiek musi prze¬konać się naocznie i namacalnie, że wszystko się zmienia w zależności od tego, czy jest się z Bogiem, czy nie (Benedykt XVI, Przemówienie do uczestników XXV zgromadzenia plenarnego Papieskiej Rady ds. Świeckich, 25.11.2011).
 

Wniebowstąpienie Pańskie: 

Urzeczywistniać powołanie do nowego życia

 
Cytaty z czytań mszalnych:
Byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących 
(Ef 1, 18n).
Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu (Mk 16, 15).
 
Myśl przewodnia:
Jesteśmy powołani do życia razem z Chrystusem w niebie, do życia, które nie ma końca. Przez sakrament chrztu św. mamy udział w tym życiu już teraz. Czy można sobie wyobrazić cenniejszy skarb? Nie wątpmy w prawdziwość i moc Bożych obietnic, ale dajmy o nich świadectwo.
 
Teksty* z książeczki „Przez chrzest wezwani z ciemności do światła”:
*Animator wybiera z każdego z podanych tekstów krótszy lub dłuższy fragment (według uznania) do przeczytania na grupie dzielenia.
 
1) s. 12
Nowe stworzenie przez chrzest
Chrzest nie tylko oczyszcza ze wszystkich grzechów, lecz także czyni neofitę „nowym stworzeniem” (2 Kor 5, 17), przybranym synem Bożym, który stał się „uczestnikiem Boskiej natury” (2 P 1, 4), członkiem Chrystusa, a z Nim „współdziedzicem” (Rz 8, 17), świątynią Ducha Świętego. (KKK 1265).
 
2) s. 43
Świat miejscem uświęcenia wiernych świeckich. Uświęcają świat od wewnątrz.
Zgodnie z określeniem Soboru Watykańskiego II, „właściwością specyficzną laików jest ich charakter świecki”. Świeccy „żyją w świecie, to znaczy pośród spraw i obowiązków świata, i w zwyczajnych warunkach życia rodzinnego i społecznego, z których niejako utkana jest ich egzystencja”. W tym świecie prowadzą też normalne życie, uczą się, pracują, utrzymują ze sobą różnorakie kontakty: przyjacielskie, społeczne, zawodowe, kulturalne itd. Sobór traktuje ich stan nie jako zwykły fakt, zewnętrzny i środowiskowy, ale jako rzeczywistość, która osiąga swój pełny sens w Jezusie Chrystusie. Co więcej, stwierdza, że samo Słowo Wcielone „zechciało być uczestnikiem ludzkiej społeczności. Jezus uświęcał ludzkie związki, w pierwszym rzędzie rodzinne, z których powstają urządzenia społeczne. Zechciał prowadzić życie rzemieślnika, właściwe dla jego czasu i kraju”. „Świat” staje się polem i narzędziem ludzi świeckich w realizacji ich chrześcijańskiego powołania, sam bowiem przeznaczony jest na to, by wysławiać Boga Ojca w Chrystusie. Nie muszą się oni wyrzekać swojego miejsca w świecie. Chrzest bowiem nie odrywa świeckich od świata, lecz powierza im powołanie, które właśnie w świecie, wewnątrz świata winno się urzeczywistniać, gdyż „tam ich Bóg powołuje, aby wykonując właściwe sobie zadania, kierowani duchem ewangelicznym przyczyniali się do uświęcenia świata na kształt zaczynu, od wewnątrz niejako, i w ten sposób przykładem zwłaszcza swego życia promieniując wiarą, nadzieją i miłością, ukazywali innym Chrystusa”. Oni bowiem żyjąc wewnątrz świata słyszą głos Boga, który objawia im swój plan i oznajmia szczególne powołanie do tego, by „szukali Królestwa Bożego zajmując się sprawami Bożymi i kierując nimi po myśli Bożej”. (Jan Paweł II, Adhortacja apostolska Christifideles laici o powołaniu i misji świeckich w Kościele, 15).
 
albo
 
s. 79
Wierni świeccy mają żyć według Ducha i dążyć do świętości w świecie.
Powołanie ludzi świeckich do świętości oznacza wezwanie do tego, by żyli oni wedle Ducha włączeni w rzeczywistość doczesną, i poprzez uczestnictwo w działalności ziemskiej. Sobór kategorycznie stwierdza: „Ani troski rodzinne, ani inne sprawy świeckie nie powinny pozostawać poza sferą ich życia duchowego”. Zaś Ojcowie synodalni mówią na ten temat: „Ogromne znaczenie posiada spójność życia wiernych świeckich, jako tych, którzy winni dążyć do świętości w normalnych warunkach życia zawodowego i społecznego. Dlatego w odpowiedzi na swe powołanie winni traktować codzienne zajęcia jako okazje do tego, by zbliżać się do Boga, spełniać Jego wolę i służyć innym ludziom, prowadząc ich do komunii z Bogiem w Chrystusie”. (Jan Paweł II, Adhortacja apostolska Christifideles laici o powołaniu i misji świeckich w Kościele, 17).
 
3) s. 16
Przez chrzest otrzymujemy nowe życie.
Przez chrzest umieramy dla grzechu. Jest to autentyczna śmierć, zniszczenie w człowieku tego, co było w nim złe, nieodkupione, by mógł odrodzić się jako syn Boży, stając się nowym stworzeniem - powołanym do świętości uczestnikiem natury Bożej. Przez chrzest człowiek zostaje poświęcony, konsekrowany dla Boga, staje się prawdziwym Jego czcicielem i przybranym dzieckiem. Sobór mówiąc o chrzcie ukazuje nam prawdy przerastające ludzką myśl i wyobraźnię. Mówi o wszczepieniu nas w Chrystusa ukrzyżowanego i uwielbionego, o upodobnieniu do Chrystusa. Mówi, że przez chrzest człowiek otrzymuje dar wiary i odtąd uczestniczy w królewskim kapłaństwie Chrystusa, stając się uczestnikiem Jego kapłańskiego, prorockiego i królewskiego urzędu, że zostaje włączony - choć jeszcze nie całkowicie - w Jego Mistyczne Ciało.
Przez chrzest w naturę ludzką zostaje wszczepiony jakby nowy, nadprzyrodzony organizm. W dotychczasowe życie wszczepione zostaje życie nowe. Gdyby jakiemuś uczonemu udało się dokonać przeszczepu życia zwierzęcego w coś, co przedtem miało tylko życie wegetatywne, np. w jakąś roślinę, świat przyjąłby to z najwyższym zdumieniem. Obserwujący takie doświadczenie doznaliby szoku, widząc jak roślina zaczyna widzieć, słyszeć, odczuwać, reagować na głos. Nazwano by to z pewnością największym cudem ludzkiego geniuszu. Tymczasem to wszczepienie, jakie dokonuje się przez sakrament chrztu, przewyższa w sposób niewyobrażalnie wielki takie fikcyjne wszczepienie nowego rodzaju życia...
Chrzest sprawia, że naszym udziałem staje się ta absolutna nowość życia, jaką Chrystus zapoczątkował w dziejach człowieka przez swoje zmartwychwstanie. Ta nowość życia to wyzwolenie nas z dziedzictwa grzechu, z jego „niewoli” i uświęcenie w prawdzie. To odkrycie naszego powołania do zjednoczenia z Bogiem i życia razem z Chrystusem w Nim. Nowość ta zawiera w sobie początek wszystkich ludzkich powołań. Ostatecznie bowiem każde powołanie, czy to będzie powołanie do kapłaństwa, czy do stanu zakonnego, czy do ojcostwa albo macierzyństwa, zmierza do pełnej realizacji sakramentu chrztu świętego.
Przez chrzest dokonuje się podstawowa konsekracja - poświęcenie osoby ludzkiej Bogu na własność. (Ks. T. Dajczer, Rozważania o wierze, Częstochowa 2006, s. 139-142).
 

 Przez chrzest wezwani do nowej ewangelizacji

 
Jesteście powołani do tego, by dawać jasne świadectwo o znaczeniu pytania o Boga w każdej dziedzinie idei i działania. W rodzinie, w pracy, a także w polityce i gospodarce współczesny człowiek musi prze¬konać się naocznie i namacalnie, że wszystko się zmienia w zależności od tego, czy jest się z Bogiem, czy nie (Benedykt XVI, Przemówienie do uczestników XXV zgromadzenia plenarnego Papieskiej Rady ds. Świeckich, 25.11.2011).
 
 

Zesłanie Ducha Świętego: Być świętym jak Bóg

 
Cytaty z czytań mszalnych:
Przyjdź, Duchu Święty, napełnij serca swoich wiernych i zapal w nich ogień swojej miłości (śpiew przed Ewangelią).
I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym (2, 4).
 
 
Myśl przewodnia:
Przyjąć Ducha Świętego oznacza być świętym świętością samego Boga, świętym jak Bóg. To nieporównanie więcej niż ludzka doskonałość. Nie musimy czekać na doskonałość, aby pragnąć świętości. Zostaliśmy uświęceni przez chrzest i możemy zacząć już teraz. Trzeba tylko odwagi.
 
 
Fragmenty z książeczki „Przez chrzest wezwani z ciemności do światła”:
Animator wybiera z każdego z poniższych tekstów stosowny fragment (według uznania) do przeczytania na grupie dzielenia.
 
Fragment 1: s. 12
Uświęceni przez chrzest.
W wodzie chrztu zostaliśmy „obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni w imię Pana Jezusa Chrystusa i przez Ducha naszego Boga” (1 Kor 6, 11). W całym naszym życiu Ojciec „powołuje nas do świętości” (1 Tes 4, 7), a ponieważ „przez Niego jesteśmy w Chrystusie Jezusie... który stał się dla nas uświęceniem” (1 Kor l, 30), chodzi więc o Jego chwałę i o nasze życie, by Jego imię święciło się w nas i przez nas.
Natchnieni słowami: „Bądźcie święci, bo Ja Święty jestem” (Kpł 20, 26), prosimy, abyśmy – uświęceni przez chrzest – wytrwali w tym, czym zaczęliśmy być. Prosimy o to codziennie, bo codziennie popełniamy grzechy i powinniśmy zmywać nasze przewinienia przez nieustannie podejmowane uświęcanie... Uciekamy się więc do modlitwy, by ta świętość w nas trwała (Św. Cyprian) (KKK 2813).
 
Fragment 2: s. 12
Urzeczywistniać powszechne powołanie do świętości.
Pan Jezus, boski Nauczyciel i Wzór wszelkiej doskonałości, głosił uczniom swoim jakiegokolwiek stanu – wszystkim razem i każdemu z osobna – świętość życia, której sam jest sprawcą i dokonawcą: „Bądźcie wy tedy doskonali, jako i Ojciec wasz niebieski doskonały jest” (Mt 5,48). Na wszystkich bowiem zesłał Ducha Świętego, który miał ich wewnętrznie pobudzić, aby miłowali Boga z całego serca swego, z całej duszy, i z całej myśli i ze wszystkiej siły swojej (por. Mk 12,30) i aby siebie wzajemnie tak miłowali, jak Chrystus ich umiłował (por. J 13,34, 15,12). Wyznawcy Chrystusa, powołani przez Boga i usprawiedliwieni w Panu Jezusie nie ze względu na swe uczynki, lecz wedle postanowienia i łaski Bożej, w chrzcie wiary stali się prawdziwie synami Bożymi i uczestnikami natury Bożej, a przez to rzeczywiście świętymi. Toteż powinni oni zachowywać w życiu i w pełni urzeczywistniać świętość, którą otrzymali z daru Bożego. Napomina ich Apostoł, aby żyli „jak przystoi świętym” (Ef 5,3), aby przyoblekli się „jako wybrani Boży, święci i umiłowani w tkliwe miłosierdzie, w dobroć, w pokorę, w łagodność i w cierpliwość” (Kol 3,12), i aby mieli owoce Ducha ku uświęceniu (por. Gal 5,22, Rz 6,22). Skoro zaś wszyscy w wielu rzeczach upadamy (por. Jk 3,2), ustawicznie potrzebujemy miłosierdzia Bożego i co dzień powinniśmy się modlić: „Odpuść nam nasze winy” (Mt 6,12).
Toteż dla wszystkich jasne jest, że wszyscy chrześcijanie jakiegokolwiek stanu i zawodu powołani są do pełni życia chrześcijańskiego i do doskonałości miłości, dzięki zaś tej świętości chrześcijan, także w społeczności ziemskiej rozwija się bardziej godny człowieka sposób życia. Na osiągnięcie tej doskonałości wierni obracać powinni swe siły otrzymane według miary obdarowania Chrystusowego, aby idąc w Jego ślady i upodabniając się do wzoru, jakim On sam jest dla nich, posłuszni we wszystkim woli Ojca, z całej duszy poświęcali się chwale Bożej i służbie bliźniemu. W ten sposób świętość Ludu Bożego wyda owoc obfity, jak tego dowodzi wymownie życie tylu świętych w dziejach Kościoła (Sobór Watykański II, konstytucja Lumen gentium, 40).
 
albo: s. 14
Świeccy powołani do świętości przez chrzest.
Godność świeckich katolików ukazuje się nam w pełni, gdy rozważamy pierwsze i podstawowe powołanie, które Ojciec w Jezusie Chrystusie i przez Ducha Świętego kieruje do każdego z nich, powołanie do świętości, czyli do doskonałości w miłości. Święty jest najwspanialszym świadectwem godności otrzymanej przez ucznia Chrystusa.
Sobór Watykański II wypowiedział się w sposób niezwykle jasny na temat powszechnego powołania do świętości. Można powiedzieć, że właśnie ono stało się główną sprawą, którą ten Sobór, zwołany dla ewangelicznej odnowy chrześcijańskiego życia, powierzył wszystkim synom i córkom Kościoła.
Dziś wszyscy chrześcijanie powinni jak najpilniej podjąć drogę ewangelicznej odnowy w wielkodusznej odpowiedzi na wezwanie Apostoła do tego, „aby w całym postępowaniu stali się świętymi” (por. 1 P 1, 15)… „W ciągu całej historii Kościoła, w okolicznościach najtrudniejszych święte i święci byli zawsze źródłem i początkiem odnowy. Dlatego dziś pilnie potrzebujemy świętych, o których trzeba usilnie błagać Boga”. 
Wszyscy wierni z tytułu swej przynależności do Kościoła otrzymują powszechne powołanie do świętości i w nim współuczestniczą. Są nim objęci na pełnych prawach i na równi ze wszystkimi innymi członkami Kościoła także świeccy: „wszyscy chrześcijanie jakiegokolwiek stanu i zawodu powołani są do pełni życia chrześcijańskiego i do doskonałości miłości”; „wszyscy więc chrześcijanie zachęcani są i zobowiązani do osiągania świętości i doskonałości własnego stanu”.
Powołanie do świętości wyrasta z Chrztu i odnawia się w innych sakramentach, zwłaszcza w Eucharystii. Chrześcijanie, przyobleczeni w Jezusa Chrystusa i napojeni Jego Duchem, są „święci”, a więc są upoważnieni i zobowiązani do tego, by świętość swojego być okazywali w świętości wszystkich swoich działań. Paweł apostoł stale upomina wszystkich chrześcijan, aby żyli tak, „jak przystoi świętym” (Ef 5, 3) (Jan Paweł II, Adhortacja apostolska Christifideles laici o powołaniu i misji świeckich w Kościele, 16).
 
 
Fragment 3: s. 26
Mieć odwagę być świętym.
Nie powinniśmy więc przemilczać faktu, że zło istnieje. Widzimy je w wielu miejscach tego świata; ale widzimy je także – i to nas przeraża – w naszym własnym życiu. Tak, w naszym własnym sercu istnieją skłonność do zła, egoizm, zawiść, agresja; dzięki pewnej dozie samodyscypliny można nad tym pewnie w jakimś stopniu zapanować. Trudniej jest natomiast z formami zła bardziej ukrytego, które może otaczać nas jak gęsta mgła, a są nimi lenistwo i opieszałość w pragnieniu i czynieniu dobra. W różnych okresach dziejowych ludzie świadomie zwracali uwagę, że Kościołowi wyrządzają szkodę nie przeciwnicy, lecz «letni» chrześcijanie. «Wy jesteście światłem świata». Tylko Chrystus może powiedzieć «Ja jestem światłem świata». My wszyscy jesteśmy światłem świata tylko wówczas, gdy tworzymy owo «wy», które począwszy od Pana coraz bardziej staje się światłem. A tak jak Jezus upomina, że sól może zwietrzeć, podobnie w słowach o świetle też jest łagodne upomnienie. Zamiast umieścić światło na świeczniku, można je ukryć pod korcem. Zapytajmy się: jak często zasłaniamy Boże światło swoją gnuśnością, uporem, nie pozwalając, by poprzez nas lśniło w świecie?
Drodzy przyjaciele,  św. Paweł Apostoł w wielu listach nie boi się nazywać «świętymi» współczesnych mu ludzi, członków lokalnych wspólnot. Staje się tu oczywiste, że każdy ochrzczony – zanim jeszcze będzie mógł dokonywać dobrych rzeczy – jest uświęcony przez Boga. W sakramencie chrztu Pan zapala, że tak powiem, światło w naszym życiu, światło, które katechizm nazywa łaską uświęcającą. Ten, kto zachowuje to światło i żyje w łasce, jest święty.
Drodzy przyjaciele, obraz  świętych często jest zniekształcony i ma formę karykatury, jakby święty był osobą daleką od rzeczywistości, naiwną i pozbawioną radości. Nierzadko sądzi się, że świętym jest tylko ten, kto zdobywa się na czyny ascetyczne i moralne na najwyższym poziomie, i dlatego z pewnością można go czcić, ale w żadnym wypadku nie da się go naśladować we własnym życiu. Jakże mylący i zniechęcający jest taki pogląd! Nie ma ani jednego świętego, poza Maryją Panną, który nie popełnił także grzechu i nie upadł. Drodzy przyjaciele, Chrystusa interesuje nie tyle to, ile razy w życiu chwiejemy się i upadamy, ile raczej jak często z Jego pomocą powstajemy. Nie wymaga niezwykłych działań, ale chce, aby jaśniało w was Jego światło. Nie wzywa was, bo jesteście dobrzy i doskonali, ale dlatego, że to On jest dobry i chce, byście stali się Jego przyjaciółmi. Tak, wy jesteście światłem świata, gdyż Jezus jest waszym światłem. Jesteście chrześcijanami nie dlatego, że dokonujecie rzeczy szczególnych i niezwykłych, ale dlatego, że On – Chrystus – jest waszym, naszym życiem. Wy jesteście święci, my jesteśmy święci, jeśli pozwalamy Jego łasce działać w nas.
Śmiało stawajcie się płonącymi świętymi, w których oczach i sercach jaśnieje miłość Chrystusa i którzy w ten sposób niosą światło światu. Ufam, że wy i wielu innych młodych tu, w Niemczech, będziecie pochodniami nadziei, które nie pozostaną w ukryciu. «Wy jesteście świa¬tłem świata». «Gdzie jest Bóg, tam jest przyszłość!» (Benedykt XVI, Czuwanie modlitewne z młodzieżą, Fryburg, 24.09.2011).
 
albo: s. 17
Świat potrzebuje świętych.
To właśnie budowanie Królestwa Boga, czyli wzrost Chrystusa w nas, jest celem zarówno historii całej ludzkości, jak i życia poszczególnych jednostek. Przyjęcie bądź odrzucenie Chrystusa kreśli indywidualne dzieje każdej duszy ludzkiej. Wydaje się, że to w tym kontekście sytuuje się wezwanie Jana Pawła II do nowej ewangelizacji. Jako wzór i szczególną pomoc w budowaniu Królestwa i kontynuowaniu dzieła ewangelizacji świata Chrystus daje nam swoją Matkę. Ta, której świadectwo życia wiarą, nadzieją i miłością było najbardziej autentyczne, wzywa nas do nawrócenia i świętości. Do przemiany świata, który w procesie sekularyzacji odszedł nazbyt daleko od ideałów Ewangelii, nie doprowadzą półśrodki czy kompromisy. Dzieło nowej ewangelizacji wymaga naszego oddania się Chrystusowi na wzór Maryi – bez reszty. Wyzwanie obecnych czasów i obecnej sytuacji Kościoła domaga się radykalizmu wiary. „Nie wystarczy – pisze Jan Paweł II – odnawiać metody duszpasterskie ani lepiej organizować i koordynować instytucje kościelne, ani też z większą przenikliwością studiować biblijne i teologiczne podstawy wiary: trzeba wzbudzić nowy zapał świętości” (Redemptoris missio, 90). Radykalizm wiary nie jest możliwy bez radykalizmu naszego nawrócenia i realizacji przypomnianego przez Sobór Watykański II powszechnego powołania do świętości. Inaczej nie staniemy się autentycznymi świadkami Ewangelii. „Świętość jest podstawową przesłanką i niezbędnym warunkiem do tego, aby Kościół mógł zrealizować swoją zbawczą misję” (Christifideles laici, 17). Kościół zawsze, ale przede wszystkim w czasach dzisiejszych, potrzebuje świętych – świętych, którzy według słów Jana Pawła II nigdy się nie starzeją i nie „przedawniają”, stale pozostając świadkami młodości Kościoła (zob. Homilia w Lisieux, 2.06.1980) (Ks. T. Dajczer, Nowa ewangelizacja realizacją powszechnego powołania do świętości w: Zawierzyć się Opatrzności Bożej, Warszawa 2000, s. 3n).
 
albo: s.31
Świętością nie są niezwykłe dary Boże ale zjednoczenie woli z wolą Boga.
Dziś na medytacji dał mi Bóg wewnętrzne światło i zrozumienie świętości, i na czym ona polega. Chociaż tę rzecz już wiele razy słyszałam na konferencjach, jednak inaczej dusza to rozumie, kiedy poznaje przez światło Boże, które ja oświeca. Ani łaski, ani objawienia, ani zachwyty, ani żadne dary jej udzielone nie czynią ja doskonałą, ale wewnętrzne zjednoczenie duszy mojej z Bogiem. Te dary są tylko ozdobą duszy, ale nie stanowią jej treści ani doskonałości. Świętość i doskonałość moja polega na ścisłym zjednoczeniu woli mojej z wolą Bożą. Bóg nigdy nie zadaje gwałtu naszej wolnej woli. Od nas też zależy, czy chcemy przyjąć łaskę Bożą, czy nie; czy będziemy z nią współpracować, czy też ją zmarnujemy (Św. Faustyna Kowalska, Dzienniczek, 1107).