Wyrzeczenie i ufność na „małej drodze”


„Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim”. (Mt 18,3-4)

„Mała droga” nie jest miejscem, na którym możemy rozsiąść się wygodnie z naszą nędzą, myśląc, że niczego już nie musimy zmieniać. Jest nieustanną wędrówką, ciągłym dążeniem do przemiany ludzkiej natury, przemienienia, przebóstwienia tak, aby pogłębiała się nasza miłość. Jak ma się to dziać? Przede wszystkim nie przez nasze miłe uczucia, ale przez wyrzeczenie. W naszych czasach trudniej o dobrowolne wyrzeczenie, nawet w krajach katolickich. Już nie rozumiemy po co mielibyśmy czynić życie jeszcze bardziej uciążliwym niż ono jest, i jakie to może mieć znaczenie dla Boga? Wszyscy święci rozumieli, że nie można wieść wygodnego życia, kiedy idzie się za ukrzyżowanym Panem. Na „małej drodze” jednak, tak jak to przekazuje św. Teresa od Dzieciątka Jezus, charakterystyczne jest to, że wyrzeczenie może składać się z maleńkich, mało istotnych spraw. Te małe ofiary to sposób oddawania w miniaturze swojego życia.
„Miłość żywi się wyrzeczeniami – twierdzi Teresa – im bardziej odmawiamy sobie przyrodzonej satysfakcji, tym mocniej i bezinteresownie kochamy”. Tych okazji nie trzeba szukać, one pojawiają się przez cały czas każdemu, kto ma oczy, by widzieć. W tym względzie Teresa jest równie radykalna jak Jan od Krzyża. W Drodze na górę Karmel radzi on, by pragnąć raczej tego, co trudniejsze, niż tego, co łatwiejsze (I,13,6). Chyba nikt nigdy nie praktykował tej rady, jak Teresa. (…)
Małe sprawy są wielką pomocą, by nie stać się gnuśnym w duchowej drodze, by przełamać rutynę, by ustrzec się przed oziębłością. One pozwalają zachować uwagę. Poza tym są wspaniałym przygotowaniem do dźwigania ewentualnie cięższego krzyża. „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny” (Łk 16,10). (…)
„Mała droga” to dążenie ku jedynej Miłości Boga. Św. Teresa wskazuje na kolejny jej element. „To ufność – i tylko ufność - powinna prowadzić nas do Miłości”. Tym samym Teresa mówi, że Miłość Boga jest pierwsza. „W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował” (1 J 4,10). Można zaufać tylko komuś, o kim wiemy, że nas kocha. Któż ufałby osobie pozbawionej miłości? Jest tylko jedno, czego powinniśmy się bać: życia pozbawionego ufności. Ufność rodzi cuda. Bóg nie może nam się oprzeć, jeżeli z ufnością przychodzimy do Niego, jakkolwiek głupio i bez miłości się zachowujemy. (…)
Taka postawa rodzi pokorę. Prawdziwie pokorni stajemy się dopiero wówczas, kiedy ta świadomość staje się egzystencjalną rzeczywistością, kiedy nasza postawa wewnętrzna ciągle się odnawia w tym zasadniczym zaufaniu Bogu. Pokora nie jest jakąś przylepioną uniżonością. Pokora jest odpoczynkiem duszy w prawdzie o sobie samej i o Bogu.
Ci, którzy Bogu ufają, nie mają już możliwości, by stracić odwagę. Im bardziej beznadziejnie wszystko wygląda, tym bardziej możemy liczyć na Boga, który kocha czynić to, co niemożliwe. „U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe” (Mk 10,27). (…)
Teresa otrzymała swoją „małą drogę” od Maryi. Otrzymała ją w spadku po swojej ukochanej Matce. Ze wszystkich małych dusz Maryja jest tą najpierwszą i najmniejszą. Czystość Maryi jest owocem tego, że Ona w każdej chwili jest całkowicie oddana Bogu, że staje przed nim zupełnie odsłonięta bez czegokolwiek swojego. U Maryi ta postawa jest zaszczepionym darem łaski od pierwszej chwili jej istnienia. Jednak tę samą postawę Bóg chce wywołać w nas krok po kroku. Jej „tak” było pozbawione jakichkolwiek rezerw, ponieważ wyrastało z Jej czystości. Jednak to samo „tak” i my możemy wypowiadać na coraz głębszym poziomie, na ile postępujemy w świętości. Oprócz tego naszego „tak” nie mamy nic innego Bogu do dania i dlatego zawsze pozostaniemy mali. Nasze małe „tak” nie jest czymś, z czego moglibyśmy się chełpić.

(por. W. Stinissen OCD, Prosta droga do świętości, Poznań 2001, s. 47-53, 60, 109, 113-115, 190n)   pobierz plik

Maryja znakiem wierności Boga w doświadczeniu ubóstwa

 
By przygotować Józefa i Maryję na przyjęcie najbardziej nadzwyczajnego z istniejących prezentów, Bóg rozpoczyna od ogołocenia ich: w Nazarecie wszystko było gotowe na przyjęcie dziecka. Wyobrazić można sobie, z jaką miłością Maryja, wraz z Anną, swą matką, musiała wszystko przygotowywać, szyć ubranka, myśleć o każdym drobiazgu. Józef na pewno zrobił kolebkę i wszystko w domu przygotował, by ułatwić sprawę Świętej Dziewicy. A oto dekret Cezara Augusta zmusza ich do pozostawienia wszystkiego i do wyruszenia w drogę. Mają się udać do Betlejem w Judei, to znaczy dalej niż o sto kilometrów drogi stamtąd. Gdy zbliża się rozwiązanie, kobieta pragnie spokoju, odpoczynku, natomiast Maryja przeżywała niewygody podróży na grzbiecie osła wtedy, gdy najbardziej potrzebowała troski, delikatności. A na końcu drogi nie było już nawet miejsca w gospodzie. Przedtem często myślała o tych narodzinach, wyobrażała je sobie w dobrze znanym otoczeniu, w obecności Jej matki, a oto znajduje się wśród samych obcych ludzi. Wrócą do Nazaretu dopiero po kilku latach, ponieważ będą zmuszeni uciec aż do Egiptu, by uniknąć gniewu Heroda.

(J. Croissant, Kobieta, kapłaństwo serca, Poznań 1999, s.136)

Kiedy św. Teresa od Dzieciątka Jezus doświadcza ciemnej nocy, tak że wszystko zostaje jej odebrane, nawet wewnętrzna pewność nieba, które zawsze było jej pociechą, i kiedy pisze, że wiara nie jest już tylko zasłoną, ale „murem, który wznosi się aż do nieba i zakrywa wszystkie gwiazdy”, to wydaje się, że Maryja jest z nią nadal. Ona nie znika. „Nie, Matka Najświętsza nie będzie nigdy dla mnie ukryta, zbyt Ją kocham”. Również inni doświadczyli, że Maryja pozostaje z nimi, chociaż Bóg jest ukryty w ciemności. Maryja jest znakiem wierności Boga wobec Jego stworzenia.

(por. W. Stinissen OCD, Prosta droga do świętości, Poznań 2001, s.182)

Maryja, podobnie jak my, żyła w ciemnościach wiary. Ona jest przykładem ubóstwa, które nie posiada nawet intelektualnej pewności odnośnie swego zbawienia.
We wszystkich trudnościach wynikających z ciemności wiary możemy się uciekać do Niej. Ona jest jedynym Stworzeniem, które zaufało Bogu aż do tego stopnia, w sposób tak bezwarunkowy.

(por. M.-D. Molinié OP, Przyzwolić na wszystko, Nowe Osiny 2007, s.183)

  pobierz plik

Życie z pracy rąk


Przez większą część swego życia Jezus dzielił sytuację ogromnej większości ludzi: było to codzienne życie bez widocznej wielkości, życie z pracy rąk, żydowskie życie religijne poddane Prawu Bożemu, życie we wspólnocie. O całym tym okresie zostało nam objawione, że Jezus był „poddany” swoim rodzicom oraz że „czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi” (Łk 2,51-52). (KKK 531)

Przez wiele lat życia ukrytego w Nazarecie, Jezus dzielił sytuację większości z nas: żył z pracy rąk. Życie z pracy rąk to codzienny wysiłek podejmowania zadań i wezwań, które przynosi dana mi przez Boga rzeczywistość. To, kim jestem i gdzie Pan Bóg mnie postawił, określa rodzaj zadań, które mam podjąć. Ważne, aby to była twórcza współpraca. Bym przygotowanie posiłku, sprzątanie domu, kierowanie firmą, żmudne rozliczenia, odczytywał jako wezwanie do twórczej współpracy z Tym, który mnie umieścił w danym miejscu.
O. Piotr Rostworowski dla scharakteryzowania takiej postawy używa określenia „frontem do rzeczywistości”. Stwierdza: „Nie można spotkać Boga, uciekając od rzeczywistości, ustosunkowując się negatywnie do tego co jest, ale można Go znaleźć przyjmując rzeczywistość” (o. P. Rostworowski OSB, Kierownictwo duchowe, Kraków 2008, s.57).
Ten sam, który stawia wobec mnie zadania do podjęcia w określonej rzeczywistości, przychodzi z darem łaski, bym mógł w sposób twórczy je podjąć. Rozlewa miłość w moim sercu, abym wykonując te obowiązki nie myślał tylko o sobie. Daje cierpliwość i łagodność, aby przeciwności mnie oczyszczały a nie niszczyły. Przychodzi z darem umiejętności, abym stykając się ze zwykłymi sytuacjami umiał dostrzec, że są one ilustracją głębszej prawdy o Nim samym i Jego realizującym się wokół mnie i we mnie królestwie. I chociaż przychodzi i obdarowuje, to chce, abym przez przyjęcie darów i współpracę z nimi miał swój twórczy udział w realizowaniu Jego planu.


Pytania pomocnicze:

1. Czy staram się twórczo wpływać na rzeczywistość, w której żyję?
2. A może ulegam pokusie krytyki, niezadowolenia, negatywizmu i w ten sposób usprawiedliwiam swoje lenistwo i brak twórczego zaangażowania?
3. Czy jestem świadomy, że wpłynąć na rzeczywistość mogę tylko wtedy, gdy ją przyjmę i zaakceptuję?


„Nawet w nieuleczalnej chorobie człowiek może być twórczy i zwycięski, jeżeli odnajdzie w niej swoje osobiste spotkanie z Bogiem”. (tamże, s.59)

pobierz plik

 

Oblubieńczy sens ciała w pierwotnej komunii


Rdz 2,25: „Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu”.
Rdz 3,10: „On odpowiedział [Bogu]: «usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się»”.
1 Kor 6,19-20: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest przybytkiem Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za wielką bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele”.

Miłość oblubieńcza może realizować się w miłości do Boga i w miłości małżeńskiej. W miłości oblubieńczej osoba czyni z siebie całkowity dar wobec drugiej osoby z wzajemnością. Wewnętrzna dyspozycja do jedności małżeńskiej i ukierunkowanie na tę jedność ściśle wiąże się ze sferą płci, seksualnością osoby. „Chwalcie więc Boga w waszym ciele”. Nie chcąc wyłączyć ciała z relacji oblubieńczej Jan Paweł II używał terminu „oblubieńczy sens ciała”, wskazując, że ciało człowieka uczestniczy w miłości duchowej (por. KKK 364; Jan Paweł II, Familiaris consortio, 11).
Chrześcijanin jest wezwany przez Chrystusa, aby odnalazł oblubieńczy sens ciała i go urzeczywistnił w swoim życiu, aby chwalił Boga w swoim ciele. Miłość oblubieńcza do tego prowadzi. Człowiek tak jest stworzony, że początkowa fascynacja erotyczna stopniowo ukierunkowuje na całą osobę, zgodnie z głębszymi potrzebami człowieka. Napięcie, jakie rodzi się w związku z odmiennością płci ożywia relację i jednocześnie wymaga jej przetwarzania, pogłębiania. W świetle wiary odmienność płciowa to dar Boży, dzięki któremu możemy zacząć przetwarzać w sobie „dziejące się” w nas bodźce natury seksualnej. W miłości oblubieńczej, przenikanej coraz bardziej łaską Bożą, to się dokonuje: fascynacja seksualnością jest włączona w pełny wymiar wzajemnego obdarowania między mężczyzną i kobietą. Ciało staje się stopniowo zewnętrznym znakiem tego obdarowania. Staje się znakiem i wyrazem oblubieńczej miłości.
Skąd mogę czerpać siłę, aby przetwarzać w sobie energię płynącą z napięcia związanego z dynamiką płci? Z miłości. Po pierwsze z miłości Bożej, na mocy mojej więzi z Chrystusem. Po drugie, z miłości do osoby ukochanej.

„To niesłychane, że Bóg wybrał nasze ciała na miejsce swojej Obecności. Świadczy to o niewiarygodnej godności człowieka. Aby nam udowodnić swoją miłość, Bóg nie znalazł innej drogi jak wcielić się w ciało, wziąć ciało z ciała kobiety. Oddał za nas życie, aby nam pokazać, jak bardzo nas umiłował, a oddać swoje życie to oddać swoje ciało. Nie można oddać życia bez ciała. Ofiara serca jest ofiarą ciała. Nie można oddzielić ciała od serca, ani od duszy czy umysłu. Ta wspaniała tajemnica powinna nas zachwycić, wzbudzić w nas głęboki szacunek dla ciała, które winniśmy uważać za miejsce objawienia się Bożej obecności. Oczywiste jest, że nieprzyjaciel Boga bez przerwy próbuje zniszczyć całe dzieło Stwórcy, ponieważ nienawidzi miłości. Współcześni ludzie pogrążeni są w zamęcie co do swej tożsamości”. (J. Croissant, Ciało świątynią piękna, Poznań 2007, s.27-37)


Pytania pomocnicze:

1. Czy dostrzegam w życiu współczesnym przykłady szacunku wobec godności osoby, także więc godności ciała?

2. Czy prawda o godności osoby pomaga mi w relacji do Chrystusa, który przyjął ciało ludzkie?

  pobierz plik